W marcu 2021 roku, już napisałam dosyć długi artykuł o Malediwach. Możecie go znaleźć tutaj. http://www.justkeepliving.pl/blog/3 (trzeba zjechać w dół strony) Wiem, wiem nadal brakuje zakładek na blogu, ale już niedługo się pojawią i ułatwią wyszukiwanie poszczególnych wpisów. Obiecuję.
Tak jak napisałam na Instagramie, postanowiłam zorganizować dla Was Q&A i odpowiedź na Wasze pytanie. Myślę, że sporo znajduje się już w artykule powyżej, ale kto pyta nie błądzi :)



1) Jaki jest koszt wyjazdu na Malediwy?
To zależy od kilku czynników. Po pierwsze od tego w jakim sezonie chcecie jechać na Malediwy. Tzw. „high season” jest najdroższy i trwa od listopada do marca, a jest on związany z porą suchą, która w tym czasie króluje na wyspach. Oczywiście taniej będzie od kwietnia do października, jednak w porze deszczowej może padać cały dzień i nic z tym nie zrobicie. Będzie się wkurzać, odbywać kłótnie rodzinne i wyjedziecie obiecując sobie, że już nigdy na te Malediwy nie wrócicie. Czasami warto odczekać, odłożyć i jechać wtedy, kiedy pogoda jest względnie pewna.
No to ile kosztują takie wakacje? Znam takich, którym udało się kupić pobyt na Malediwach z przelotem przez biuro podróży za około 6 tys. zł za osobę na 7 dni. Znam również takich, którzy wyjechali na własną rękę, mieszkali w Male w małych pensjonatach i pewnie kosztowało to ich około 3-4 tys. zł za osobę. Jeżeli jednak planować dłuższy wyjazd i hotel na wysokim poziomie to cena może sięgać nawet 15 tys. zł za osobę za 7 dni.
Może okazać się jeszcze, że jesteś milionerem, to wtedy możesz zamieszkać w One and Only, który kosztuje 100 tys. zł za 7 dni dla dwóch osób :)
Ja osobiście nie korzystam z usług biur podróży. Za dużo razy rozczarowałam się ich usługami i od tej pory planuję wyjazdy sama. Zamiast czarteru lecę Emirates z przesiadką w Dubaju, a za pośrednictwem booking.com rezerwuje hotele. Wiem, że są tacy, którzy chwalą sobie bezpośrednie loty. Ja jednak za nimi nie przepadam.


2) Ile się leci?
Jeżeli bezpośrednio z biurem podróży, to około 11,5 godziny. Jeżeli z przesiadką w Dubaju to 5,5 godziny z Warszawy do Dubaju oraz z Dubaju na Male 4 h.


3) Czy widzieliście może jak ktoś bierze tam ślub? Zastanawiam się nad taką opcją? Bez rodziny, sami w pięknym miejscu.
Jeżeli nie masz problemu z tym, aby uroczystość odbyła się tylko we dwoje, to czemu nie :) Uważam, że to super pomysł i piękna pamiątka. Hotel chętnie pomoże w organizacji takiej uroczystości. W Diamonds Athuruga, gdzie teraz byliśmy obecnie pracuje Pani Gosia z Polski, która na pewno pomoże w organizacji ślubu.


4) Czy nie jest nudno?
Kiedy zobaczyłam pierwszy raz wyspy (jeszcze z lotu ptaka) przysięgam, że pomyślałam sobie: „Ja pierdzielę, zanudzę się na śmierć” ale wcale tak nie było. Warto przede wszystkim dobrze poznać wyspę na której się jest. Każdy hotel oferuje mnóstwo atrakcji takich jak: sunset fishing, snorkeling, windsurfing, wyprawy na: delfiny, żółwie czy płaszczki. Dla chcącego nic trudnego. Ja biegałam cały czas z aparatami i kamerami, pływałam i byłam zafascynowana rafą koralową. Nie nudziłam się ani przez chwilę, ale też jestem takim typem, który nie umie leżeć na leżaku z gazetą i zawsze znajdę sobie jakieś atrakcje.


5) Gdzie lecieć z dzieckiem?
W Diamonds Athuruga byliśmy sami, za to z dziećmi jeździmy do Velassaru, ze względu na to, że hotel jest położony blisko Male i co za tym idzie bliżej nam do szpitala i jakiejkolwiek cywilizacji. W wyborze hotelu podczas rodzinnych wypraw, to kryterium dominuje wszystkie inne: „odległość do szpitala czy lekarza” Velassaru jest dużo droższy, choćby nawet przez to, że nie oferuje opcji all inclusive, którą ma Diamonds Athuruga, ale zawsze coś za coś.


6) Jak wygląda sprawa testów?
O tym pisałam już tutaj http://www.justkeepliving.pl/blog/3 i za wiele się nie zmieniło. Obowiązkowy jest test PCR 96h przed wylotem na Malediwy (czas pobrania próbki).
Należy również 24h przed wylotem zarejestrować się na stronie https://imuga.immigration.gov.mv oraz wypełnić formularz zdrowotny. Aby wylecieć na Malediwy musicie posiadać kod QR, który wyświetli się po poprawnym wypełnieniu formularza.


7) Czy mama była zadowolona i jakie wrażenia miała?
Moi rodzice powiedzieli, że to był ich najpiękniejszy wyjazd w życiu. Więcej pisać nie trzeba.


8) Czy można wieźć alkohol?
Nie :) ale zawsze można spróbować. Niektórym udaje się, a jeszcze innym alkohol zostaje skonfiskowany na granicy i będziesz go mógł odebrać przy wyjeździe do Polski. Dlatego zawsze warto jednak rozważyć opcję all inclusive. W hotelach alkohol jest dostępny.


9) Czy czujemy się w 100 bezpiecznie jako turyści w odległych zakątkach świata?
Ja kocham podróżować i dla mnie stało się to wielką pasją. Jak wiadomo pasja jest o tyle zgubna, że przestaje się czasami myśleć o konsekwencjach niewłaściwych wyborów. To zupełnie tak jak z miłością :)
Wychodzę z założenia, że „jak ktoś ma pecha to i w drewnianym kościele cegła mu na łeb spadnie” Oczywiście są takie miejsca do których nie pojechałabym z dziećmi, ale sama mogłabym góry przenosić i nie zastanawiam się zbytnio co złego mnie czeka. Raczej zastanawiam się nad ty, co dobrego mnie spotka.
Oczywiście podróżowanie w czasie COVID nie należy do tych przyjemnych, bo zawsze może okazać się, że nie wyjedziesz, bo: dane państwo zmieni zasady podróżowania czy po prostu zachorujesz.


10) Jest sens jechać z dziećmi? Są jakiekolwiek atrakcje?
To zależy. Dla moich dzieci wyjątkowo wystarczającą atrakcją jest brak szkoły. Do tego woda, piasek i jak to się mówi: „Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba”.
Dzieciaki warto wcześniej przygotować na taki wyjazd, zadać im pracę w postaci opracowania mini- przewodnika po Malediwach. Niech wcześniej napiszą co chciałyby zrobić na wyspie. Warto dzieciaki zaopatrzyć w specjalne buty do wody oraz maski (https://www.decathlon.pl/p/maska-pelnotwarzowa-do-snorkelingu-dla-dzieci-subea-easybreath-junior-xs/_/R-p-308764?mc=8573246) Dzięki takiemu sprzętowi, będą mogły oglądać podwodny świat, który nie zobaczą nigdzie indziej, a na pewno nie nad Bałtykiem :)
Dla dzieci bardzo atrakcyjna będzie obserwacja przyrody: małe rekiny, kraby, jaszczurki, płaszczki czy nietoperze, które są szczególnie aktywne późnym popołudniem.


11) Jak z chorobami tropikalnymi? Malaria, Zika?
Nie ma obowiązku szczepienia się przeciwko chorobom tropikalnym lecąc na Malediwy. Nigdy nas nie spotkało nic złego na Malediwach, za to ostatnio jak byliśmy w Szklarskiej, to Rita po jednej wizycie w basenie, wymiotowała do 2.00 w nocy. Jak widzicie różnie to bywa.
Malediwy są bardzo czyste, przynajmniej te hotele w których my byliśmy.
Diamond Athuruga dodatkowo ma swoją klinikę i lekarza, który czuwa nad zdrowiem gości.
Oczywiście warto przed takim wyjazdem odwiedzić swojego lekarza jeszcze w Polsce i poprosić o listę podstawowych leków. Ja biorę ze sobą nawet mały nebulizator.


12) Lepiej kupić wycieczkę z all inclusive czy oddzielnie lot i hotel też a all?
Ja nie mam miłych wspomnień z lotami czarterowymi :) więc nie wiem czy będę obiektywna w tym wypadku. Jeżeli macie zamiar lecieć z małym dzieckiem i lot czarterowy jest przez noc, to pewnie lepiej będzie dla Was jak dziecko zapadnie w objęcia Morfeusza i wykupicie pakiet w biurze podróży.
Jeżeli jednak nie lubicie długich lotów „longiem”, to Emirates pisząc po młodzieżowemu „wymiata” i oferuje łóżeczka dla dzieci do 2 roku życia.












































































































Jeśli wybieracie się w tak daleką podróż, dobrze wcześniej zapytać o oferty biur podróży lub wykupić bilety czarterowe. Tylko takie gwarantują Wam bezpośredni lot z Polski do Punta Cana.
Następnego dnia, przywitał nas bardzo miły ogrodnik i wręczył do picia kokosy prosto z palmy. Mimo, iż nasza oferta przewidywała usługi all inclusive, Dominikańczycy bardzo liczą na choćby dolara napiwku. Ich pensje są bardzo małe i tak naprawdę, to tak zwane tipy od przyjezdnych pozwalają im godnie zarobić. Średnia pensja lokalnego mieszkańca wyspy to około 200 dolarów miesięcznie. Dominikana słynie przede wszystkim z uprawy ryżu, trzciny cukrowej, kokosów czy tytoniu z którego ręcznie wyrabia się słynne na całym świecie cygara.
Oczywiście już kolejnego dnia, popędziliśmy ile sił w nogach na plażę. Piasek niczym mąka oplatał nasze nogi, a morze było wzburzone przez większość naszego pobytu. Wcale nam to nie przeszkadzało, ale należy pamiętać, że Dominikana to Karaiby, a przechylone od wiatru palmy, to stały krajobraz tej wyspy. Na samej plaży po jakimś czasie uzbroiliśmy się w cierpliwość, gdyż nasz błogi spokój co chwila zakłócali tubylcy, którzy oferowali nam: muszle, biżuterię z larimarem (niebieskim kamieniem), fotografię z małpką czy zrobienie tysiąca warkoczyków na jednej głowie. Oczywiście Amelka nie wytrzymała i musiała zafundować sobie (na szczęście mniej niż sto) plecione francuzy zakończone kolorowymi koralikami.
To był niesamowity czas mojej rozmowy z kobietą, która od urodzenia mieszka na Dominikanie. Rozmawiałyśmy o prawach kobiet na wyspie, o tym jak im jest ciężko. Ona sam miała trzymiesięczne dziecko, a mimo to, pracowała w pocie czoła, aby zarobić na utrzymanie rodziny. Przemoc wobec kobiet jest zjawiskiem powszechnym na wyspie, a pomoc socjalna na Dominikanie praktycznie nie istnieje. To co nadal wzbudza niemałe kontrowersje to fakt, że tubylcy mogą ubiegać się o dane stanowisko pracy w zależności od ich koloru skóry; im jaśniejsza, tym bardziej mogą liczyć na wyższe stanowisko i lepsze wynagrodzenie. Na samej wyspie podobno rozróżnia się aż kilka odcieni skóry, zaś dominikańskie kobiety uwielbiają białych mężczyzn i często właśnie z powodu koloru skóry, pragną mieć z nimi potomstwo. Mieszkanki wyspy liczą na to, że ich potomek o jaśniejszej karnacji będzie miał pewny start w życiu.
Tak naprawdę ciężko jest znaleźć przyjemny butikowy hotel na Dominikanie, a na pewno nie znajdziecie go w ofercie biur podróży. Jeżeli chcecie znać moją opinię, to nie lubię molochów i zawsze preferuję małe hotele. Byłabym jednak niesprawiedliwa pisząc, że Paradisus był zaludniony przez turystów. Wcale nie było ich dużo, a ogólny spadek liczby przyjezdnych z USA sprawił, że niektóre hotele wyłączają część swoich budynków z użytku. Dzieje się tak za sprawą słynnych już wydarzeń sprzed kilku lat, o których było dosyć głośno w międzynarodowych mediach. Otóż śmiertelne zatrucia alkoholem wśród amerykańskich turystów, położyły się cieniem na dominikańskiej turystyce. Do dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo, co sprawiło że trefny trunek trafił na wyspę. Niektórzy twierdzą, że to sprawa turystycznych porachunków i nieczystych zagrań konkurencji. Inni zaś uważają, iż to jedynie splot nieszczęśliwych wypadków i kolejny sposób na wyciągnięcie pieniędzy z odszkodowań, a wszyscy chyba wiemy, że amerykanie są mistrzami w te klocki. 







Następnie udaliśmy się do dominikańskiej szkoły, która niczym nie przypomina tych naszych w Polsce. Dzieci młodszych klas uczą się w budynku pokrytym blachą, więc można sobie tylko wyobrazić, jak gorąco jest im w letnich miesiącach. Starsze dzieciaki przebywają na powietrzu i mają tylko dach nad głowami, chroniący ich przed deszczem. Rok szkolny na Dominikanie teoretycznie zaczyna się we wrześniu, a w praktyce zależy to od rządu- czasami uczniowie idą do szkoły dopiero w październiku czy w listopadzie. 

Dominikański dom, który mieliśmy okazje zobaczyć i zwiedzić, również zamieszkiwało kilkoro członków jednej rodziny trudniącej się rolnictwem. Poznaliśmy między innymi proces uprawy kawy czy kakao, a póżniej pokazano nam etapy wypalania i doprowadzania ziaren do tej postaci, którą już wszyscy dobrze znamy i możemy zakupić w sklepie. 




Kolejnym punktem na naszej mapie była oczywiście mała manufaktura cygar, gdzie dokładnie mogliśmy przyjrzeć się procesowi powstawania wyrobów tytoniowych. Oprócz cygar mogliśmy kupić słynny na Dominikanie Mamajuana- czyli zmieszany rum, z czerwonym winem, miodem i korą z ziołami. Tubylcy wierzą, żę Mamajuana to afrodyzjak (płynna viagra), a sam trunek często stosowany jest przy różnych schorzeniach (trochę jak kiedyś nasz Amol)



Za dużo nie napiszę, gdyż na widok dwóch odciętych krowich głów leżących na stole przykrytym starą, zakrwawioną ceratą- odleciałam… W każdym razie pisząc najprościej, na dominikańskim targowisku nie obowiązują żadne przepisy sanitarne a niektóre zwierzęta jak na przykład kury, zabija się tutaj na miejscu, żeby były świeże. Odór krwi i zapach mięsa jest tak intensywny i odpychający, że Antek zaczął płakać, a ja udawałam, że nie widzę krwi spływającej rynsztokiem. Jednego można być pewnym. Dominikańczycy dobrze wiedzą, że w ich gorącym klimacie muszą sprzedać świeże mięso od razu, bo jeśli na takowym usiądzie mucha oznacza to, że nie nadaje się już do spożycia, bo jest po prostu zepsute. 
Oprócz wyrobów spożywczych: owoców, warzyw, ziół, na lokalnym targu można kupić artykuły przemysłowe. Z zapachem miksu: proszku do prania, mydła, pasty i plastiku bardzo mocno wiążą się moje wspomnienia z dzieciństwa. Otóż jakieś 25 lat temu, obok przedszkola w którym pracowała moja mama był sklep z artykułami przemysłowymi i śmierdziało w nim dokładnie tak samo jak w tej technicznej części dominikańskiego targu :) Myślę, że wielu z Was również pamięta ten specyficzny zapach dzieciństwa. Parę kroków od przemysłowej części bazaru można było natknąć się na stoiska z „akcesoriami” do wróżenia, modłów i przepędzania złych mocy. Dominikańczycy zaopatrują się tu w święte obrazki, artefakty czy przeznaczone do palenia podczas modlitw specjalne zioła.
Chciałabym Wam napisać o jeszcze jednej atrakcji i wycieczce, która zostanie w moim sercu na zawsze. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest rozrywka dla wszystkich ze względu na wysoką cenę, ale może jednak warto wcześniej zaoszczędzić i zafundować sobie lot helikopterem na dziewiczą plażę. Wydawało mi się, że takie miejsca na ziemi po prostu już nie istnieją, a jednak są i można je dotknąć i poczuć gołą stopą. Wrażenia są niesamowite, a tuż po wylądowaniu pilot poczęstował nas kanapkami i zimnymi napojami, które spożywaliśmy patrząc na bezkresną plażę bez dobrze nam znanego widoku ludzi z drinkami i osobistymi głośnikami typu bluetooth. Warto zaznaczyć, że sam lot helikopterem jest jednak przygodą dla ludzi o mocnych nerwach, gdyż Dominikana jest bardzo wietrzną wyspą, co proporcjonalnie przekłada się na liczbę i siłę turbulencji. 
W każdym bądź razie Rita przespała lot w obie strony, a Antek całą drogę testował lotniczy system łączności, gadając do głośnika w swoich słuchawkach. Cezary zaś żywo dyskutował z pilotem w „dziwnym’’ języku zagłuszanym przez huk helikoptera. Jak się potem okazało pilot, rodzimy Dominikańczyk, miał żonę Czeszkę i chłopaki konwersowali po czesku, mając niezłą z tego zabawę.

Podsumowując: podróż na Dominikanę była przygodą życia. Piękne, białe plaże z przechylonymi od wiatru palmami, które oglądałam niegdyś tylko na szklanym ekranie, stały się dla mnie i mojej rodziny rzeczywistością. Jeżeli planujecie swoje podróże, niech ten tekst będzie dla Was zachętą do wizyty na tej rajskiej wyspie. To zupełnie inny świat- pełen cudownych kolorów i szczęśliwych ludzi.